czwartek, 23 sierpnia 2012

7. Znów to samo

- To gdzie mamy jechać chłopaki? - spytała.
- No... tu. - wyjąłem mapę i pokazałem miejsce.
- Aha... to około 100 km, nie?
- No tak, ale nie pożałujesz - uśmiechnąłem się.
     No i wróciliśmy tam. Znów to samo - pomyślałem. Myślałem nad tym i zastanawiałem się, czy oni tam znów będą. Ba, czy będzie ich więcej.
- Macie broń? - spytała.
- Mamy, ale jest w niej mało naboi. Musimy dokupić... - powiedział, chyba dziś pierwszy raz, Philippe.
- Hmm... ja nic nie mam - powiedziała Martine.
- Musimy coś znaleźć. Może odbierzemy im te bronie - powiedziałem.
- Komu..
- No tamtym, przecież ci mówiłem.
     Na zegarze wybiła dwunasta. Już późno.
- Musimy wyruszyć - powiedziałem.
- Tak ładnie się ubierzesz? Przecież wyruszamy na akcje.
- No wiesz...
- Hej gołąbeczki, może skończycie. Wiecie, bo to nie jest dobra chwila.
- No tak - powiedzieliśmy jednocześnie.
     Podróż się dłużyła w nieskończoność. Rozmyślałem nad tym testamentem i o Sophii. Możliwe, że ona zabrała ten testament. Tak... tak, to jest to!
- Hej, Phil! Chyba wiem, kto ci zabrał ten testament.
- No dawaj.
- Skoro Sophia wiedziała, gdzie wtedy będziesz, to wie, gdzie mieszkasz. Znaczy się, mieszkałeś. Gdy my wyjechaliśmy do domu twojego dziadka, ona się tam wkradła i zabrała testament. A żeby nie było śladów włamania, podpaliła twoje mieszkanie.
- To ma sens...
- Zaczekajcie, mam rozumieć, że to są zawodowi przestępcy, mafia?
- Tego się dowiemy... - powiedziałem.
     Wysiedliśmy z samochodu i pewnym krokiem zmierzaliśmy ku bramie domu.

wtorek, 21 sierpnia 2012

6. Powrót na stare śmieci

- Wejdźcie, wejdźcie - powiedziała Martine.
- Dziękujemy - powiedziałem.
- To co się stało, znów była jakaś akcja? - spytała dziewczyna.
- No jasne - uśmiechnąłem się.
     Dom był duży, ładnie urządzony.
- Kiedy się tu wprowadziłaś?
- Pięć lat temu, po wyprawie po Niemczech. Nie odpowiedziałeś mi, co się stało.
- Dobra, zaczęło się tak...
- Poczekaj, zaparzę kawę.
     Zajęło to chwilę. Wróciła i kontynuowałem opowiadanie.
- Zaczęło się, gdy przyszedłem do Philippe'a. Opowiedział mi o dziadku i testamencie, który zostawił. Było tam coś o pierścieniach, skarbach i jego domu. Wyruszyliśmy tam w poszukiwaniu pierścienia i wskazówek. Nagle pojawiła się pewna kobieta. Nazywała się Sophia, próbowała pokrzyżować nam plany. Walczyliśmy z nimi i... poczekaj, napiję się kawy. Poszliśmy szukać w jeziorze lecz zorientowaliśmy się, że oni nas szukają. Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy do domu Philippe'a. Okazało się, że go podpalili. Więc ruszyliśmy do ciebie.
- Aha...
- Sęk w tym, że chcą złapać Philippe'a. Myślą, że on wie wszystko. Problem w tym, że ta Sophia wie o nim prawie wszystko.
- Ale się wyspałem... - powiedział półżywy Phil.
- Musimy tam zawrócić i znaleźć ten pierścień.
- Nie, to zbyt niebezpieczne - odezwała się Martine. Chyba że... pojadę z wami i będę was asekurować.
- Myślałem że... - powiedziałem.
- Żartujesz? Myślisz, że za tym nie tęsknię? - spytała.
- To... dobrze. - ucieszyłem się.

środa, 15 sierpnia 2012

5. Na ratunek

- Może ja siędę za kółkiem. Jesteś zmęczony.
- Nie. Myślisz, że oni wiedzą, gdzie jedziemy?
- Już niczego nie jestem pewien.
- Ona mi pomoże?
- Myślę, że tak. Lecz jeśli będzie ją to kosztować zdrowie i życie, to niestety nie mogę się zgodzić. Traktuję ją jak młodszą siostrę i nie pozwolę, by jej się coś stało.
- Wow.
     Zasnąłem. Śnił mi się pożar. Wielki pożar. I Sophia. Krzyk. Strzały. Krew. Ból. Płacz. To wszystko. Wszystko za sprawą tej diablicy. To przez nią. Nie! Zostaw go! Słyszysz?
- Michel, co robisz?
- Przepraszam... Przyspałem. Bo nie patrzac, jest już 1.00 w nocy.
- No tak. Fakt.
- Dojechaliśmy - powiedział.
- Zdejmij rejestrację. Mogli to zapamiętać.
- Jasne.
- No i przenocujemy tutaj w samochodzie.
- Dobra, pójdę na stronę i wracam.
- Och, uważaj.
     Wyszedł.
- Co za koleś.
     Zasnąłem. Znów ten sam sen. I ta kobieta, i ten pożar, i ta krew. Wszyscy przeciw nam. Przeciw Philippowi. Ja mu pomogę, ja podołam. Pokonamy ich razem.
- Michel. Wstawaj, już dziesiąta.
- Idziemy, tylko się ubiorę.
- Szliśmy do osiedla ,,Green House". Było tam pięknie. Choć trochę można się oderwać od tego całego zamieszania.
- Dzień dobry. Wpuści pan nas?
- Karta.
- Co?
- Karta.
- Nie mamy.
- To żegnam panów.
     Odeszliśmy od budki. Sprawdziliśmy inne wejścia.
- Przejdziemy przez płot.
- Podsadzę cię, dawaj, właź.
- Uważaj, tu są kolce.
- Wskakuj.
- Dzięki. To gdzie ona mieszka?
- Tu, zaraz w prawo.
     Ucieszyłem się na myśl, że ją zobaczę. Minęły już 3 lata od naszej wyprawy ze skokiem ze spadochronem. Wspomnienia... Zadzwoniłem.
- Witaj...
     Skoczyła mi na szyję. Mało co się nie przewróciłem.
- Minęły już 3 lata. - powiedziała.
- Tak się cieszę, że cię widzę. Chcę ci kogoś przedstawić. Mój przyjaciel, Philippe. Potrzebujemy pomocy.
- Witam piękną panią - powiedział Philippe.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

4. Wszystko mamy pod nosem

     I wskoczył do wody.
- A, cholera!Co za ścisk! - krzyczał Philippe.
- Podziękujesz mi za to. - odpowiedziałem.
- Czyli czego szukamy?
- Sam nie wiem. Ok, ty przeszukaj brzeg, a ja zanurkuję niżej.
- Dobra szefie.
     Szukam, szukam i nic. Woda była bardzo mętna. W tej chwili coś sobie uświadomiłem. My ich nie zabiliśmy, więc oni mogą...
- Hej, Philippe, uciekamy do samochodu! Szybko!
- Czemu?
- Oni mogą tutaj przyjść w każdej chwili!
- Jasna cholera, to szybko.
Już wsiedliśmy do samochodu. Zobaczyliśmy ich. Nie baliśmy się, nie mieli żadnej broni. A poza tym nie mogli nas dogonić.
- Uff, mało brakowało. Ty to jednak potrafisz myśleć.
- W przeciwieństwie do...
- Nie kończ, bo skończysz jak ten wielki.
- Sorry stary. Twój dziadek zostawił ci coś jeszcze?
- Niestety nie.
- Co to za kartka? Napisane jest: ,,Nie masz już gdzie uciec."
- O, co u licha...
- Człowieku, ty stałeś się ich celem. Oni myślą, że ty wiesz wszystko.
- Nie, nie nie!
     Milczeliśmy tak przez całą drogę. Byłem przygnębiony jego losem, a on swoim. Zobaczyłem budynek Philippe'a i dym. Pożar? Tak.
- Stary, oni chcą cię zniszczyć, zabić...
- Wiem, chyba się już domyśliłem.
- Pojedziemy do Martine, to moja koleżanka. Mieszka w Chetar. 76 km stąd.
- Jeśli to ma mi pomóc, to zgadzam się.

niedziela, 12 sierpnia 2012

3. Dziadek - zdrajca

     Związali nas. Jak tu się wydostać? Philippe zaczął płakać.
- Co Philippe? Nie wiedziałeś, że jestem twoją matką? Myślałeś, że...
- Daruj sobie... - powiedziałem. Jaki osiłek mnie walnął i potem drugi.
- Czego chcesz? - zapytał Philippe.
- O, jakiś ty zabawny. Przecież wiesz - odpowiedziała.
- Dobra, powiemy ci, ale musisz mnie rozwiązać.
     Rozwiązali go. Nie dowierzałem. Powie im? Ale puścił do mnie oczko. Hmmm, co też on wymyślił?
- I jego też uwolnijcie.
     Poczułem się wolny, ale gdy spojrzałem na tego mięśniaka przy Sophii, poczułem się smutny i przygnębiony. Philippe zaczął bić tego dużego. Ja wziąłem się za tego słabszego. O dziwo... szybko mi poszło. Wytrąciłem Sophii telefon, zdaje się, że chciała zadzwonić po kolejnych. Wyrzuciłem go przez okno.
- Dranie... No i co, zadzwonicie teraz po psy?
- Nie.
     I w tym momencie Philippe walnął ją z całej siły w twarz. Zdaje się, bolało, a ja coś o tym wiem. Odebraliśmy ochroniarzom pistolety. Było jeszcze kilka naboi.
- Szzukamy jeszcze?
- Jasne. Nie po to dowaliłem tej gówniarze - uśmiechnął się.
- Jak zwykle uśmiechnięty.  Spójrzmy raz jeszcze na ten list. Na odwrót.
- ,,Skarb znajdziesz w wodzie głębokiej" Co to znaczy?
- Są tu jakieś zbiorniki wodne?
- Basen i jezioro. W basenie nie, czyli jezioro.
     Poszliśmy nad jezioro. Sprawiało wrażenie głębokiego.
- No to wskakujemy.
- Nie, Michel! Nie! Nowa koszula i spodnie. To jedwab!
- Wóz albo przewóz - uśmiechnąłem się.
- Jeszcze mi za to zapłacisz.

sobota, 11 sierpnia 2012

2. Gdzie iść

- A pod wycieraczką sprawdzałeś?
- Tak, dwa razy. Słuchaj, Michel, może innym sposobem?
- No dobrze... oknem?
- Spoko. Podsadzę cię.
     Podstawiliśmy krzesło. Philippe na nie wszedł. Wziąłem rozbieg i właściwie byłem już na miejscu.
- Jesteś cały?
- Ała...
- Więc jesteś. - uśmiechnął się Philippe. Otworzył mu drzwi. Klucz był w zamku.
- Dzięki.
     Przed nami były trzy wejścia, a gdzie... licho wie.
- Do wyboru, do koloru. Sprawdzamy. - powiedziałem.
- Wiem, gdzie to jest. Nigdy nie pozwalał nam wejść do swojej sypialni, więc to pewnie tam.
    Weszliśmy. Musiała tu być rozróba.
- Dziadek lubił pozostawiać zagadki. Znaczy się nam pozostawiał zagadki. Więc teraz pewnie też zostawił.
    Podniosłem jakąś kopertę. Miała być wysłana. Nie zdążył.
- Zobacz Philippe. Koperta z listem. Miała być wysłana do jakiejś Sophii Tersteen. Znasz ją?
- Nie, pokaż list.
- Masz, przeczytaj go.
- Och. Brzmi tak:

     ,,W życiu miałem dwa skarby. Większym byłaś Ty, lecz tamten jest niemały. To skarb, który jest w tym domu. Będziesz walczyła z przeszkodą, jaką jest mój wnuk. Czekaj tu, a go znajdziesz."

- Czyli...
- O nie, cholera. Philippe, to zasadzka!
- Witajcie, panowie. - mówiła prawdopodobnie Sophia.

piątek, 10 sierpnia 2012

1. Już niedługo...

     Wziąłem kurtkę i buty. Wyszedłem z domu i poszedłem do Philippe'a. Byłem dziś oszołomiony i strasznie zmęczony, ale obiecałem, że przyjdę, więc przyjdę. Byłem już na klatce, gdy usłyszałem krzyki. Cholera - pomyślałem. Tylko żeby z tym debilem nic nie było. Zapukałem. Otworzył, nic mu nie jest. Na szczęście.
- Słuchaj, pamiętasz mojego dziadka?
- Tia, a może dzień dobry?
- Tak tak, przestań bredzić. W swoim testamencie napisał, że w domu zostawił pewien pierścień. I powierzył go mnie.
- Serio?I co? - zaciekawiłem się.
- No nie wiem, może to sprawdzimy?
- Czy ja wiem...
- To może być początek nowej przygody. Zaufaj mi.
     Akurat tym mnie przekonał. Nawet nie potrzebowałem sekundy, by się namyślić. Od razu powiedziałem:
- No jasne!
     Następnego dnia pojechaliśmy do domu dziadka Philippe'a. Przepraszam, zmarłego dziadka. Zaparkowaliśmy, no i... wyszliśmy oczywiście. Philippe szukał testamentu.
- Nie ma.
- Jak to nie ma?
- No nie ma?
- Dobra, idziemy. Spróbujemy też tego.
- Och. Wóz albo przewóz.
     Ale dom - pomyślałem. Było tam wszystko. To znaczy wszystko, co może być na dworze. O! Właśnie podeszliśmy do drzwi.
- Zamknięte, cholera! - zdenerwował się Philippe.
- Spokojnie, na pewno twój dziadek gdzieś go schował.
- Ty to nawet mądry jesteś.
- He he, no to... do roboty.