- Może ja siędę za kółkiem. Jesteś zmęczony.
- Nie. Myślisz, że oni wiedzą, gdzie jedziemy?
- Już niczego nie jestem pewien.
- Ona mi pomoże?
- Myślę, że tak. Lecz jeśli będzie ją to kosztować zdrowie i życie, to niestety nie mogę się zgodzić. Traktuję ją jak młodszą siostrę i nie pozwolę, by jej się coś stało.
- Wow.
Zasnąłem. Śnił mi się pożar. Wielki pożar. I Sophia. Krzyk. Strzały. Krew. Ból. Płacz. To wszystko. Wszystko za sprawą tej diablicy. To przez nią. Nie! Zostaw go! Słyszysz?
- Michel, co robisz?
- Przepraszam... Przyspałem. Bo nie patrzac, jest już 1.00 w nocy.
- No tak. Fakt.
- Dojechaliśmy - powiedział.
- Zdejmij rejestrację. Mogli to zapamiętać.
- Jasne.
- No i przenocujemy tutaj w samochodzie.
- Dobra, pójdę na stronę i wracam.
- Och, uważaj.
Wyszedł.
- Co za koleś.
Zasnąłem. Znów ten sam sen. I ta kobieta, i ten pożar, i ta krew. Wszyscy przeciw nam. Przeciw Philippowi. Ja mu pomogę, ja podołam. Pokonamy ich razem.
- Michel. Wstawaj, już dziesiąta.
- Idziemy, tylko się ubiorę.
- Szliśmy do osiedla ,,Green House". Było tam pięknie. Choć trochę można się oderwać od tego całego zamieszania.
- Dzień dobry. Wpuści pan nas?
- Karta.
- Co?
- Karta.
- Nie mamy.
- To żegnam panów.
Odeszliśmy od budki. Sprawdziliśmy inne wejścia.
- Przejdziemy przez płot.
- Podsadzę cię, dawaj, właź.
- Uważaj, tu są kolce.
- Wskakuj.
- Dzięki. To gdzie ona mieszka?
- Tu, zaraz w prawo.
Ucieszyłem się na myśl, że ją zobaczę. Minęły już 3 lata od naszej wyprawy ze skokiem ze spadochronem. Wspomnienia... Zadzwoniłem.
- Witaj...
Skoczyła mi na szyję. Mało co się nie przewróciłem.
- Minęły już 3 lata. - powiedziała.
- Tak się cieszę, że cię widzę. Chcę ci kogoś przedstawić. Mój przyjaciel, Philippe. Potrzebujemy pomocy.
- Witam piękną panią - powiedział Philippe.
xD albo mi się zdaję, albo Philippe flirtuje z nią..
OdpowiedzUsuńczekam na nn...
POZDRAWIAM
PS. o to już pytałam, ale czy możesz mnie informować o kolejnych częściach?