Związali nas. Jak tu się wydostać? Philippe zaczął płakać.
- Co Philippe? Nie wiedziałeś, że jestem twoją matką? Myślałeś, że...
- Daruj sobie... - powiedziałem. Jaki osiłek mnie walnął i potem drugi.
- Czego chcesz? - zapytał Philippe.
- O, jakiś ty zabawny. Przecież wiesz - odpowiedziała.
- Dobra, powiemy ci, ale musisz mnie rozwiązać.
Rozwiązali go. Nie dowierzałem. Powie im? Ale puścił do mnie oczko. Hmmm, co też on wymyślił?
- I jego też uwolnijcie.
Poczułem się wolny, ale gdy spojrzałem na tego mięśniaka przy Sophii, poczułem się smutny i przygnębiony. Philippe zaczął bić tego dużego. Ja wziąłem się za tego słabszego. O dziwo... szybko mi poszło. Wytrąciłem Sophii telefon, zdaje się, że chciała zadzwonić po kolejnych. Wyrzuciłem go przez okno.
- Dranie... No i co, zadzwonicie teraz po psy?
- Nie.
I w tym momencie Philippe walnął ją z całej siły w twarz. Zdaje się, bolało, a ja coś o tym wiem. Odebraliśmy ochroniarzom pistolety. Było jeszcze kilka naboi.
- Szzukamy jeszcze?
- Jasne. Nie po to dowaliłem tej gówniarze - uśmiechnął się.
- Jak zwykle uśmiechnięty. Spójrzmy raz jeszcze na ten list. Na odwrót.
- ,,Skarb znajdziesz w wodzie głębokiej" Co to znaczy?
- Są tu jakieś zbiorniki wodne?
- Basen i jezioro. W basenie nie, czyli jezioro.
Poszliśmy nad jezioro. Sprawiało wrażenie głębokiego.
- No to wskakujemy.
- Nie, Michel! Nie! Nowa koszula i spodnie. To jedwab!
- Wóz albo przewóz - uśmiechnąłem się.
- Jeszcze mi za to zapłacisz.
Hmm ciekawe. Z chęcią zaobserwuję. xd
OdpowiedzUsuńOd razu widać jaką łatwość sprawia Ci pisanie :D Trochę chaotycznie ale coś się dzieje i ogólnie świetnie. Czekam na kolejną notkę ^^
OdpowiedzUsuń