I wskoczył do wody.
- A, cholera!Co za ścisk! - krzyczał Philippe.
- Podziękujesz mi za to. - odpowiedziałem.
- Czyli czego szukamy?
- Sam nie wiem. Ok, ty przeszukaj brzeg, a ja zanurkuję niżej.
- Dobra szefie.
Szukam, szukam i nic. Woda była bardzo mętna. W tej chwili coś sobie uświadomiłem. My ich nie zabiliśmy, więc oni mogą...
- Hej, Philippe, uciekamy do samochodu! Szybko!
- Czemu?
- Oni mogą tutaj przyjść w każdej chwili!
- Jasna cholera, to szybko.
Już wsiedliśmy do samochodu. Zobaczyliśmy ich. Nie baliśmy się, nie mieli żadnej broni. A poza tym nie mogli nas dogonić.
- Uff, mało brakowało. Ty to jednak potrafisz myśleć.
- W przeciwieństwie do...
- Nie kończ, bo skończysz jak ten wielki.
- Sorry stary. Twój dziadek zostawił ci coś jeszcze?
- Niestety nie.
- Co to za kartka? Napisane jest: ,,Nie masz już gdzie uciec."
- O, co u licha...
- Człowieku, ty stałeś się ich celem. Oni myślą, że ty wiesz wszystko.
- Nie, nie nie!
Milczeliśmy tak przez całą drogę. Byłem przygnębiony jego losem, a on swoim. Zobaczyłem budynek Philippe'a i dym. Pożar? Tak.
- Stary, oni chcą cię zniszczyć, zabić...
- Wiem, chyba się już domyśliłem.
- Pojedziemy do Martine, to moja koleżanka. Mieszka w Chetar. 76 km stąd.
- Jeśli to ma mi pomóc, to zgadzam się.
Dopiero zaczęłam czytać, ale podoba mi się :)
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa także co to za skarb i co zdaży się u Martine...
mogłabym być informowana o kolejnej części?
friendshiploveandother.blogspot.com